Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 grudnia 2014

Prezentowo

Ho ho ho!
Mikołaj przyszedł? Czy może gwiazdka, aniołek, dzieciątko czy gwiazdor?
U mnie tegoroczne święta to właściwie...nic ciekawego. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam święta- kocham ich atmosferę, magię... Ale w tym roku po prostu tego nie czuję. Niestety...
Ale prezenty, którymi zostałam obdarowana, są dla odmiany wyjątkowe i wspaniałe.
Wiem, że nieładnie jest się chwalić, ale w tym roku chcę uwiecznić, nawet sama dla siebie, co dostałam, by nigdy nie zapomnieć jak bardzo się z nich cieszyłam :D
A zresztą, może niektóre rzeczy również wam się spodobają :D



Oczywiście jako fanka Yankee Candle strasznie ucieszyłam się z kolejnych wosków i pierwszej świeczki (sama bym jej nie kupiła, bo szkoda pieniędzy, ale na "klasowe mikołajki"- swoją drogą dość śmieszny zwyczaj- dostałam ją od Pauliny, za co bardzo dziękuję).

Poniżej zamieszczam krótki filmik, w którym "występują" wszystkie powyższe rzeczy. Ja z tego co otrzymałam jestem mega zadowolona i pozytywnie zaskoczona- nigdy nie miałam chyba tylu rzeczy.
A Wy co dostaliście na tegoroczne święta? Koniecznie dajcie znać!


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Świąteczna (OB)SESJA

Cześć wszystkim!
Na wstępie chciałabym bardzo podziękować za rosnącą z dnia na dzień liczbę komentarzy i wyświetleń- wiem, że to mało, wiem, że zaczynam, ale każde wyświetlenie, każdy komentarz znaczą TAK WIELE...
Ale przechodząc do rzeczy...Święta już za rogiem...

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego niektórzy kochają święta, a inni wręcz przeciwnie- nienawidzą? Powodów jest wiele. Oczywiście każdy człowiek może spokojnie określić się czy jest zwolennikiem świąt czy ich przeciwnikiem... Jednak są też tacy, którzy troszeczkę... wariują. Kochają święta tak mocno, że staje się to ich obsesją. Jak rozpoznać czy to jedynie świąteczna gorączka czy już totalnie zwariowałaś na punkcie świąt?

OTO 7 ZNAKÓW, ŻE LUBISZ ŚWIĘTA (TROSZECZKĘ) ZA BARDZO :

1. Wszystkie zakupy świąteczne zrobiłaś już w listopadzie.
Zanim rozpoczął się grudzień Twoja szafa już tonęła w prezentach dla innych. Oczywiście zaraz po zakupach opakowałaś je wszystkie w ozdobny papier, owinąłaś wstążką i włożyłaś do torebek. I tak sobie czekają... nie mogąc oddychać.



2. Piekłaś świąteczne pierniczki już 3 razy.
Pierwszy raz na początku grudnia, a potem kolejne dwa, ale nic nie zostało. Wydałaś już miliony monet na wszelkiego rodzaju lukier i ozdoby do pierniczków. Ale upieczesz je jeszcze raz, przecież Twoja ciocia na pewno będzie chciała spróbować...






3. Mimo że od dawna nie jesteś dzieckiem, masz kalendarz adwentowy.
I nie mogłaś oprzeć się zjedzeniu paru czekoladek na raz. A gdy otwierasz kolejne okienka cieszysz się jak dziecko, ciśnienie się podwyższa, źrenice rozszerzają, piszczysz z zachwytu...albo płaczesz, bo czekoladka jest zdeformowana.

4. Twoja choinka już dawno zgubiła wszystkie igły i musisz iść po nową.
Kiedy tylko pojawiły się choinki, pobiegłaś kupić swoją. Ozdobiłaś ją, podlewałaś, ale niestety- choinka nie wytrzyma do świąt, z żalem musisz ją rozebrać, wyrzucić i kupić nową... Z żalem? Przecież ubieranie kolejnej choinki będzie nie mniejszą frajdą!




5. Kupiłaś dziesiąty kubek z wizerunkiem Mikołaja.
Albo bałwana czy świątecznego pierniczka. Przecież te kubeczki są takie słodkie... Idealnie pasują do kakao czy gorącej czekolady z bitą śmietaną. Na pewno ci się przydadzą, będziesz miała gości to podasz im napój w takim ślicznym kubeczku... I posypiesz wierzch cynamonem.

6. Znasz słowa wszystkich świątecznych piosenek.
Wiesz kto co coveruje, a będąc w centrum handlowym piszczysz, gdy usłyszysz świąteczną melodię. I oczywiście śpiewasz wraz z Michaelem Buble. I poprawiasz wszystkich jak zaśpiewają coś źle. Przecież jesteś ekspertem.



7. Chciałabyś zaadoptować renifera, ale nadal nie wymyśliłaś gdzie byś go trzymała.
Przynajmniej możesz ubrać swojego psa/kota/chomika w świąteczne ubranko. Albo kupić im zabawki pod choinkę. Przecież zwierzęta też mają uczucia. A jak przemówią ludzkim głosem w Wigilię to wyrażą swoje rozczarowanie, bo nie dałaś im prezentu. I co wtedy zrobisz?




Jeśli chociaż 2 z tych punktów są dla Ciebie normą, to może warto troszeczkę przystopować. W końcu to tylko święta, za rok będą kolejne :)

A Wam wszystkim życzę zdrowych, wesołych i pogodnych Świąt. Żeby spełniły się wszystkie Wasze marzenia i żebyście spędzili wspaniały czas przy wigilijnym stole, w rodzinnej i ciepłej atmosferze.
Wesołych Świąt!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Moja przygoda ze Szlachetną Paczką

Cześć :)
Jako iż w ostatni weekend odbył się Finał XIV Edycji Szlachetnej Paczki, postanowiłam, że warto by opisać także moją, tegoroczną przygodę z akcją... Jeśli ktoś chce zobaczyć wspaniałą relację z przygotowań to zachęcam do dalszej lektury :D
Zaczęło się niewinnie... Jeżeli można w ogóle określić to takim słowem. Ot co, zwykły pomysł wychowawczyni klasy maturalnej, by kontynuować tradycję robienia paczki, która trwa już w naszym liceum od 4 lat. Mimo licznych obiekcji, że matura, że brak czasu, że obowiązki, zdecydowałam się poprowadzić akcję w mojej szkolę drugi raz. W 2013 r. także braliśmy udział- spełniliśmy wtedy wszystkie marzenia wybranej rodziny łącznie z nową lodówką, łóżkiem i wózkiem dziecięcym, więc w tym roku pomyślałam- NIE MA MOCNYCH, będzie znowu wszystko, choćby miał to być kilof z urugwajskiej kopalni.


Stop, zanim przejdę do sedna- czy wiesz co to jest Szlachetna Paczka? Jeśli tak, omiń ten akapit tekstu, jeśli zaś nie... przeczytaj, by zrozumieć sens :) Szlachetna Paczka to ogólnopolski projekt, realizowany raz na rok, w okresie przedświątecznym przez Stowarzyszenie Wiosna. Ale o co WŁAŚCIWIE chodzi? Akcja polega na pomocy rodzinom, znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej, poprzez przygotowanie paczki-prezentu. Co się w takiej paczce powinno znaleźć? To, czego rodzinie najbardziej brakuje. Często jest to jedzenie, środki czystości czy ubrania, jednak czasami na liście potrzeb znajdują się też takie rzeczy jak sprzęt AGD, węgiel czy meble.



 Sama idea akcji jest świetna- gorzej z wykonaniem. Często można trafić na rodziny roszczeniowe, takie, które chcą spełnić swoje "niepotrzebne" pragnienia dzięki akcji. Albo wymienić meble. Mimo ostrej selekcji, przeprowadzanej przez wolontariuszy, przy wybieraniu rodziny natrafiłam niestety na parę niedorzecznych roszczeń niektórych rodzin- perfumy Calvina Kleina, vansy, tablet, klawiatura do laptopa ACER 1345674 (dokładnego numeru nie znam, oburzona wyłączyłam szybko stronę ze zgłoszeniem tej rodziny).  Jednak są też naprawdę biedne rodziny, takie, którym warto pomóc, takie, których środki na utrzymanie często nie przekraczają nawet 100zł miesięcznie na osobę. Takie rodziny, nieroszczeniowe, znajdujące się w trudnej sytuacji i...skromne, nieposiadające wybujałych "marzeń" są od razu wybierane, bo takim ludziom aż chce się pomagać. Co innego to z tymi perfumami Kleina... Fakt faktem, było to marzenie pewnej pani. Ale ja też marzę o wycieczce do Nowego Jorku, a jednak w momencie gdy nie miałabym co jeść, a moje dzieci nie miałyby kurtki na zimę, nie śmiałabym nawet podzielić się wizją tego spełnionego marzenia z wolontariuszem.



Rodzina, którą wybraliśmy my należy na szczęście do kategorii rodzin, którym Szlachetna Paczka może istotnie pomóc i dać impuls do ułożenia sobie życia, do pozbierania się i poprawienia swojej sytuacji... Wybraliśmy rodzinę składającą się z samotnej matki z dwójką dzieci w wieku 13 i 5 lat, mieszkającą ze swoją mamą, podczas gdy ojciec dzieci przebywa w więzieniu. Chłopiec należący do tej rodziny, trzynastolatek z zespołem recklinghausena (choroba atakująca układ nerwowy i skórę, doprowadzająca często do nowotworu) marzył żeby dostać PIŁKĘ DO NOGI. Nie vansy, zwyczajną piłkę do nogi. A dziewczynka? Lalkę Monster High. Były to jedyne "marzenia" na liście, obie kobiety nie poprosiły o nic. Od razu uderzyło mnie to, że liczy się najbardziej dobro dzieci, że matka nie chce nic dla siebie. Nawet kurtki zimowej, butów- wszystkie potrzebne rzeczy były dla dzieci, no może oprócz butów dla mamy tej pani.
Zdecydowaliśmy się więc pomóc. I mimo że w szkole ludzie są różni i niektórzy mają naprawdę węża w kieszeni, to zebraliśmy pierwszą część pieniędzy na potrzeby w półtorej tygodnia. Przede wszystkim chodziliśmy kwestować po klasach, prosząc o nawet najdrobniejsze pieniądze na paczkę... Grosz do grosza, a będzie... :) I było, łącznie zebraliśmy 1500zł- razem z jedną akcją sprzedaży gofrów i ciast, a także wycieczką na zebranie z rodzicami (każdego uderza to, że na liście był między innymi BUDYŃ i KISIEL, rzeczy, które my możemy kupić sobie w każdej chwili, a w domu rodziny je się je okazyjnie...) Poszliśmy więc na wielkie zakupy...


Co kupiliśmy? Sporo by wymieniać. Głównie jedzenie- makarony, mąkę, cukier, ketchup, musztardę, kisiel, budyń, konserwy, przyprawy, sosy, wodę, soki, coca-colę... i wiele innych, może nawet potrzebniejszych rzeczy, ale było tego tyle, że nie pamiętam już szczerze mówiąc. Wiem tylko, że było pełno słodyczy dla dzieciaków, a także zabawek- kupiliśmy między innymi dużego, białego misia, piłkę do nogi dla chłopca, lalki dla dziewczynki, dużo ubrań, jedne kozaki z listy, gry planszowe, książki... Sporo rzeczy przynosiły osoby z naszej szkoły same z siebie- składając je w szatni na ogromnej stercie rzeczy. Niektóre klasy składały się także na jakiś "większy wydatek" i tak zdobyliśmy buty zimowe, kurtkę, grzejnik... Darczyńcy z zewnątrz także wzięli udział- zakupili kurtkę, krem dermatologiczny, a także niektórzy przelali pewne sumy pieniężne, byśmy dołożyli i kupili jeszcze więcej. I kupiliśmy. Dwa dni przed finałem akcji poszliśmy na kolejne zakupy i kupiliśmy pełno prezentów- nie tylko dla dzieci, lecz także dla ich mamy i babci. Pościel, koce, poduszki, ubrania, książki, kubki, jakieś "świąteczne rzeczy"...wszystko to, by rodzina chociaż trochę mogła poczuć w tym roku święta.



Wyzwaniem było także kupno okularów dla chłopca. Gdyby nie firma optyczna Fielmann, nie bylibyśmy w stanie zapewne ich kupić, bo koszt takich okularów ze szkłami to około 400-500zł, a za taką sumę można kupić naprawdę sporo jedzenia i środków czystości, tak samo potrzebnych.
Na szczęście Fielmann udzielił nam 50% rabatu i dzięki temu mogliśmy kupić i okulary i grzejnik :)
Co mi się nie podobało zaś, to postawa Carrefoura, gdzie robiliśmy wielkie zakupy jedzeniowo-domowe. Wiadomo, że przy takich zbiórkach pieniężnych pieniądze są bardzo drobne, nie ma czasu iść do sklepu i wymienić na banknoty. My płaciliśmy 1300 zł, w tym 800zł w banknotach, a resztę w monetach. Kasjer nie powiedział nawet słowa, nie poskarżył się, spokojnie przeliczył sobie wszystko... Ale za to pani z nadzoru kas, która przyszła wycofać mu pomyłkę była po prostu bezczelna. Powiedziała, że jesteśmy niepoważni, płacąc takimi drobnymi i że sklep to nie bank. Oczywiście ja z moją determinacją i silnym charakterem od razu złożyłam na ową panią skargę, gdyż uważam, że tekst "sklep to nie bank" jest nie na miejscu, szczególnie, że powiedziałam jej, że robimy zakupy na szlachetną paczkę. Pieniądz to pieniądz, a nigdzie nie jest napisane, że nie można płacić w monetach- ogromny minus dla Carrefoura, mimo że drugi rok z rzędu robiliśmy tam paczkę- na przyszłość nigdy więcej. Nawet jeśli to błahostka- gdy ja pracowałam na kasie musiałam i BYŁAM miła dla każdego klienta, tym bardziej nadzór. Tekst owej pani był nie na miejscu, bo wyżywanie swoich humorów nie przystoi, jeśli pracuje się w tak znanej firmie. Ale cóż, są ludzie...



Samo przekazanie naszej paczki odbyło się w sobotę. Niestety, rodzina nie wyraziła zgody na spotkanie z darczyńcą, a szkoda, jednak taką decyzję także trzeba uszanować. Łącznie przygotowaliśmy 18 paczek, każda wyjątkowa, inna no i oczywiście zawinięta w piękny, świąteczny papier... Chyba z 8 godzin to łącznie pakowaliśmy :D Po przyjeździe do magazynu zostaliśmy poczęstowani przez wolontariuszy kawą i herbatą oraz ciastem, zostaliśmy chwilkę, porozmawialiśmy i wróciliśmy do domu. Mam tylko nadzieję, że rodzina się cieszyła z naszej paczki i że było warto- włożyć w to serce, wysiłek i czas. Mam także nadzieję, że podarowaliśmy rodzinie wielki uśmiech na święta. Bo Szlachetna Paczka to świetna inicjatywa, projekt, którzy zrzesza ludzi i uczy pomagać. My sami czegoś się nauczyliśmy podczas tej akcji- bezinteresowna pomoc potrafi cieszyć, sprawiać, że sami czujemy się lepiej. Bo dobro wraca i im więcej go wysyłasz, tym bardziej szczęśliwy jesteś :)











wtorek, 9 grudnia 2014

Yankee Candle

Cześć!
Rozpoczął się grudzień- oficjalnie palenie świeczek to obowiązek każdej prawdziwej dziewczyny/kobiety, która potrafi zachwycić się pięknymi zapachami i lubi, gdy w domu/pokoju cudownie pachnie i jest po prostu przyjemnie. Od jakiegoś czasu zwariowałam dosłownie na punkcie świeczek. Może dlatego na urodziny dostałam właśnie kominek.
Jak działa taki kominek? Otóż wkładamy zwykły tea light do środka, zapalamy, a wosk umieszczamy u góry, w takiej jakby wnęce. Malutka świeczka ociepla wosk od dołu i sprawia, że się topi, rozprowadzając po całym pokoju niesamowite zapachy.



Ale czemu akurat Yankee Candle? Otóż przez wiele miesięcy eksperymentowałam z różnymi innymi świecami i świeczkami. Nie twierdzę, że Yankee Candle są tanie- jednak są po prostu najlepsze. Dla porównania kupiłam sobie na przykład świeczki z Ikei- trzy, o zapachu karmelu, toffie oraz czekolady- niestety, świeczuszki pachniały mocno przez krótki czas, stanowczo zbyt krótki, szczególnie, że zapach odczuwalny był tylko, gdy siedziałam blisko nich.



Następnie na urodziny dostałam już dużą świecę, także z Ikei, o zapachu jagód. Gdy ją porządnie rozpaliłam to owszem, pachnie pięknie, jednak zapach unosi się jedynie w małym obszarze pokoju. Jeśli chodzi zaś o Yankee Candle... Czuć je po prostu wszędzie.
I nie chodzi tu o sam fakt, że topniejący wosk samoistnie wydziela więcej bardziej intensywnego zapachu, ponieważ testowałam także liczne samplery Yankee Candle (małe świeczuszki, niestety na duże mnie nie stać- 49zł za małą świecę, 99zł za dużą) i mogę śmiało stwierdzić, że pachną one cudownie i zapach naprawdę unosi się w całym pokoju.





Ponadto czy widzieliście już jakie piękne i urozmaicone zapachy oferuje Yankee Candle? Nie wspominając już o świątecznej serii świeczek i wosków, w której moim faworytem jest jednogłośnie Christmas Baking- świeca, która pachnie dosłownie jak dzień przed wigilią.



A inne zapachy? Słodka kukurydza, dmuchawiec, czyste pranie, bawełna, piasek nadmorski, gruszka z cynamonem, ogień kominka, sople lodu (bardzo mroźna:P)... Są wyśmienite.
Woski kosztują standardowo 7zł, kominek około 50zł. Świeca duża pali się około 150h, mała bodajże połowę tego. Mimo wszystko wolę opcję z woskami i małymi samplerami- dzięki temu każdego dnia w moim pokoju może pachnieć inaczej.
A Wy jakie świeczki lubicie? I czy w ogóle palicie je jesienią/zimą? Co sądzicie o Yankee Candle?
Dajcie koniecznie znać :*


Post miał się pojawić 1 grudnia, ale niestety mój wspaniały towarzysz życia przywłaszczył sobie mój aparat i nie miałam jak zrobić zdjęć :(

niedziela, 30 listopada 2014

Costa Madness


Nie wiem czy mieliście już okazję wybrać się do Costy w tegorocznym okresie przedświątecznym (który notabene zaczął się strasznie wcześnie, pierwsze mikołaje w sklepach znalazłam już w przeddzień Wszystkich Świętych, to samo z kolekcją świąteczną Home&You), ale jeśli tak, to na pewno skusiliście się na przepyszną kawę w przepięknym kubeczku ze świątecznym motywem. I nie chodzi nawet o to, że owe kubeczki są karbowane, mają na sobie przecudowne rysunki renifera, św.Mikołaja lub bałwanka, ani nawet o to, że limitowana edycja kaw, które pojawiły się wraz z kubeczkami jest wyśmienita, ale głównie o to, że owe kubki dodają uroku nie tylko kawie, która się w nich znajduje, lecz także właścicielowi. I nawet ci, którzy nie cierpią świąt, nienawidzą tej całej przedwczesnej komercji i atmosfery istnego Christmas Madness, skuszą się zapewne na kawę w Costa i poproszą o specjalny, świąteczny kubeczek. Bo komu ta wyjątkowa edycja świątecznych kubków nie przypomina chociaż odrobinę dzieciństwa i magii świąt, odczuwalnej w inny sposób, gdy jest się dzieckiem?
Dla Costy duży plus- świetny zabieg marketingowy. Klientowi rzucają się w oczy te urocze kubeczki, wchodzi do środka i wybiera jedną z limitowanych kaw, bądź zwykłe cappuccino, które- uwierzcie, smakuje lepiej opakowane w karbowanego bałwanka. W porównaniu ze świątecznymi, dość nudnymi kubkami Starbucksa, przykładowo, Costa wygrywa i to spektakularną przewagą punktową.



Jeśli chodzi o same kawy... Duże podawane są w kubeczku z Mikołajem, średnie w kubeczku z przeuroczym bałwankiem, który ma nawet szaliczek!, a małe w kubeczku z reniferkiem. A limitowana edycja, o której tak ochoczo wspominam? Cudowna. Costa w tym roku oferuje nam do wyboru 3 specjalne, świąteczne kawy- uwierzcie mi, że pijąc je, poczujecie smak świąt. Niestety jestem w stanie wypowiedzieć się tylko na temat dwóch, gdyż nie próbowałam jeszcze kawy o smaku pomarańczy.




Crème brûlée


Kawa o smaku jajeczno-śmietankowego kremu, pokrytego warstwą skarmelizowanego cukru... Deser uwielbiany przez przez francuzów i nie tylko. Mimo że nieco dziwnie pachnie (sam deser też nie pachnie rewelacyjnie, bo jednak czuć jajka :D) to jest pyszna i warta spróbowania.
Dałabym jej śmiało 7/10.



Piernikowa
Przypomnijcie sobie zapach świąt... Jak pachnie piernik, który zaraz ma zostać wyjęty z piekarnika i oblany czekoladową polewą? Ta kawa nie tylko tak pachnie, ale także smakuje. Była dla mnie zdecydowanym zaskoczeniem, bo spodziewałam się mdłego smaku, a w rzeczywistoći jest słodka i godna polecenia. Ponadto dołączany jest do niej malutki pierniczek w kształcie pana ciastka <3 Wyśmienicie!
9/10






Kupiłam sobie kamerę, spełniając moje marzenie o rozpoczęciu nagrywania czegokolwiek choćby amatorsko i gdy tylko zakupię kartę SD zacznę coś kręcić. Nie wiem czy tu, czy po prostu dla siebie,ale zacznę :)
Ostatnio przygotowania do matury dają w kość, to samo udział w Szlachetnej Paczce, Ale damy radę ;)
Trzymajcie się, miłego dnia!